^Do góry
  • 1 Akademia Rodzinna Humanitas
    to program profilaktyczno - edukacyjny dla rodziców i uczniów, którego zadaniem jest upowszechnianie wiedzy, umiejętności oraz postaw umożliwiajacych ochronę rodziny i młodzieży przed czynnikami zagrażajacymi prawidłowemu rozwojowi.
  • 2 Program
    powstał w Wyższej Szkole Humanitas w Sosnowcu w trakcie szeroko zakrojonych działań profilaktyki systemowej realizowanych w ramach Regionalnej Koalicji Na Rzecz Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie wspólnie z Instytutem Twórczej Integracji, Stowarzyszeniem Auxylium, Kraina Świetlików, Władzami Samorzadowymi i innymi podmiotami.
  • 3 Dofinansowanie
    Program uzyskał dofinansowanie z środków Ministerstwa Edukacji Narodowej w ramach zadania publicznego „Bezpieczna i przyjazna szkoła – projekty upowszechniające i wzmacniające wybrane działania bezpiecznej szkoły, w szczególności projekty edukacyjne w gimnazjach”.
  • 4 Zadanie projektu
    Kluczowym zadaniem projektu jest upowszechnienie uniwersalnej wiedzy umożliwiającej tworzenie i wzmacnianie warunków chroniących młodzież przed zagrożeniami uzależnieniem, przemocą i wykluczeniem generowanymi w najbliższym środowisku społeczno-kulturowym. Promocja wiedzy będzie miała charakter systemowy, czyli skierowana zostanie jednocześnie do uczniów i rodziców.
  • 5 Akademia Rodzinna Humanitas
    nie tylko jest formą edukacyjną, pozwala również na zdystansowanie się do wadliwych stereotypów, mitów, przekonań, fałszywych efektów kampanii społecznych, populistycznych i modnych preferencji dotyczących zachowań, wartości i cech społecznych funkcjonujących w rodzinach i środowisku społecznym.

Czułość i autonomia to podstawowe potrzeby

Autor: Gigi Avanti
Fragment książki: Kraina Miłości
Źródło: www.deon.pl

(fot. eflon / flickr.comPośród kluczy interpretacyjnych, jakimi posługuje się współczesna psychologia dla opisania procesu rozwoju osoby, znajduje się klucz potrzeb: jeśli nie są one zaspokajane - stwierdza się - nie ma wzrostu; i nie tylko, również - jak w miarę zgodnie twierdzą różne szkoły psychologiczne - istotnym elementem jednoczącym w zaspokajaniu potrzeb jest właśnie typ relacji, jaka tworzy się między wychowawcą a dorastającym, któremu pomaga wzrastać.

Pomijając sferę zaspokajania potrzeb biologicznych - czyli jedzenia, picia, oddychania, które gwarantują przeżycie i życie - trzeba wskazać w tym miejscu, choćby tylko pokrótce, dwie potrzeby, na które powinno się zwrócić troskliwą i dokładną uwagę w fazie życia poprzedzającej spotkanie dwojga. Mam na myśli te, które ogólnie nazywane są potrzebami "pieszczot". Tkwiące głęboko w osobie i zaspokajane dzięki relacjom, jakie z tą osobą nawiązują - w sposób właściwy - rodzice i inne uczuciowe osoby, są to: potrzeba "czułości" i potrzeba "autonomii".

Czułość okazywana jest przez więź uczuciową typową dla początkowych momentów życia; później jej miejsce zajmuje stopniowe odrywanie, stopniowa rozłąka, która wymaga pewnej agresywności (należy pamiętać, że agresywność nie jest przemocą; pojęcie "agresywność" pochodzi od łacińskiego słowa adgredi, co oznacza: "iść w kierunku", a zatem wyraża właśnie autonomiczny względem rodziców ruch egzystencjalny).

Biorąc porównanie z dziedziny kolei, potrzeby te można przedstawić za pomocą obrazu szyn: aby pociąg - pociąg życia - mógł zacząć swój bieg i aby jazda odbywała się bez wykolejeń, musi on opierać się na dwu szynach: szynie czułości i szynie autonomii.

Zaspokojenie potrzeby czułości będzie oczywiście uprzywilejowane w najwcześniejszej fazie istnienia (faza przywiązania ze strony dziecka i zaufania ze strony matki i ojca); obok niej pojawi się później zaspokojenie potrzeby autonomii (faza oddalenia i stopniowej separacji, którą należy realizować wspólnie).

Pierwszy ruch musi być wykonany dobrze i delikatnie; szybki start jest zawsze trochę bolesny. Rodziców, którzy dla przyzwyczajania dzieci do autonomii zmuszają je do robienia kupki do nocnika w wieku siedmiu miesięcy "ponieważ powinny się uczyć", można porównać do maszynisty, który uruchamia pociąg z prędkością 80 km/h; natomiast rodziców "przylepnych" można porównać do maszynisty, który nie może się zdecydować, by wreszcie wyruszyć ze stacji. Możliwe jest, że niektórzy narzeczeni przejawiać będą silne uzależnienie od rodziców lub też zahamowanie czułości w swych relacjach: powinni potraktować to jako przeszkody, które muszą pokonać wspólnie.

Trzeba pamiętać, iż poprzez czułe gesty rodziców w pierwszych okresach życia dziecka i ich stopniowe zachęty do autonomii istota ludzka nabywa tę zdolność, która jest podstawową dla harmonijnego istnienia: zdolność szacunku do samego siebie i zaufania. Z tego względu spotkanie partnera nastawionego nieufnie do życia lub niezbyt zadowolonego z własnej wartości jako osoby jedynej i oryginalnej może stanowić prawdziwy problem w relacji pary.

W miarę wzrastania osoba staje się coraz bardziej autonomiczna, aż przejmie inicjatywę własnego życia we wszystkim i do wszystkiego. Ta faza inicjatywy obejmuje cały okres dorastania i młodości.

 Czytaj dalej:
http://www.deon.pl/inteligentne-zycie/ona-i-on/art,324,czulosc-i-autonomia-to-podstawowe-potrzeby.html

Rozwój tożsamości autonomii

Podczas swojego rozwoju człowiek nabywa wiedzę o tym, kim jest. Doświadcza siebie w kontakcie z innymi, ze środowiskiem i z samym sobą. Pod wpływem tej konfrontacji otrzymuje informacje o swoich zasobach, umiejętnościach i znaczeniu. Poznaje sens swojego istnienia i zaczyna rozumieć, jakim jest człowiekiem. Kluczowym w tym procesie jest oczywiście kontakt ze swoim rodzicem. W późniejszych fazach rozwoju włączają się do tego informacje o własnej wartości w kontaktach z osobami bliskimi emocjonalnie, autorytetami i indywidualnie określanymi przez siebie wzorcami.

Matrycą tej wiedzy i rozumienia siebie jest jednak rodzic. W zależności od tego w jaki sposób uznawał w dziecku jegoindywidualność, okazywał zadowolenie lub niezadowolenie z jego cech, funkcji i aktywności, jak towarzyszył dziecku w jego poznawaniu siebie, tak będzie powstawała wiedza o samym sobie. Dziecko zrozumie swoją wartość w taki sposób, jak poznawało ją w kontaktach z rodzicem. Będzie coraz bardziej przekonywało się, że jest osobą wartościową lub pozbawioną wartości. Stosunek do samego siebie wzmocni lub osłabi jego autoakceptację, poziom zadowolenia z tego kim jest i umiejętność kochania siebie.

W świecie ludzi nie ma obiektywnych wartości i prawdy o człowieku. Istnieją uniwersalne umowy, normy lub filozoficzne przesłanki do bycia dobrym lub złym. Jednak w kontaktach międzyludzkich funkcjonuje tylko subiektywne określanie wartości człowieka, z jakim żyjemy. Ta ocena wynika z własnego rozumienia siebie i tego, co znaczy dla nas drugi człowiek.

Rodzic jest więc też bardzo subiektywny w swoim rozumieniu dziecka. Jego indywidualna tożsamość powoduje, że nadaje znaczenia wszelkim wartościom według własnych kryteriów. Dziecko z racji swojej niedojrzałości nie ma odniesienia do tych kryteriów i przyjmuje je jako jedyną prawdę o dobru i złu. Stosunek rodzica do niego staje się więc jedynym źródłem informacji o sobie. Może zatem w równym stopniu przekonać się w ten sposób, że jest osobą wartościową lub że nie posiada odpowiedniej dla rodzica wartości. Ta wiedza przyczyni się do formułowania własnej autonomii. Utrwala się jako podstawowa wiedza o sobie i wyznacza drogę rozwoju.

Jeśli rodzic sam nie jest dojrzały, nie potrafi stworzyć dziecku warunków, w jakich mogłoby poznawać siebie w szerszym znaczeniu, niż rozumie to rodzic. Granice poznawania siebie dla dziecka zostaną wyznaczone w tych miejscach, które rodzic jest w stanie rozumieć i określać. Nie dopuści więc do rozumienia przez dziecko obszarów jego istnienia. Niedojrzałość rodzica nie pozwoli dojrzeć dziecku.

Autonomia adolescentów w świetle ich przywiązania i relacji rodzinnych

Autor: Zuzanna Siwek
Źródło: www.wuj.pl

Okres dorastania dzieci jest często opisywany jako jeden z najtrudniejszych etapów w procesie rozwoju rodziny (np. Plopa, 2004). Zapewne ze względu na liczne problemy wychowawcze i ogromne zmiany, jakie zachodzą pomiędzy 10. a 20. rokiem życia, okres adolescencji cieszy się dużym zainteresowaniem psychologów badaczy. Wiele naukowych poszukiwań koncentruje się wokół tematyki konfliktów między rodzicami a dziećmi, znaczenia grupy rówieśniczej czy też procesu kształtowania się tożsamości. Stosunkowo niewiele pozycji polskiego piśmiennictwa dotyka jednak problematyki autonomii, mimo że jej uzyskanie jest jednym z najważniejszych zadań rozwojowych młodego człowieka (np. Gurba, 2011). Taki stan rzeczy może wynikać z trudności badawczych, jakich dostarcza zagadnienie autonomii. Problemy zaczynają się już na poziomie defi nicji pojęcia. I tak, autonomia jest niekiedy zawężana do poczucia autonomii emocjonalnej (np. Szafrańska, 2008). Czasem jest rozumiana jako zdolność dosamostanowienianadawania własnemu życiu kierunku poprzez obieranie celów, regulowanie aktywności i odczuwanie własnej kompetencji do podejmowania aktywności (Noom, Deković, Meeus, 1999). Jeszcze inne podejście do autonomii proponuje Chlewiński (1991), który traktuje ją jako wyznacznik dojrzałości, przy czym autonomia może dotyczyć bardzo różnych sfer funkcjonowania człowieka (np. Chlewiński mówi o autonomii sumienia w kontekście religijności i wiary). Te zróżnicowane podejścia do autonomii można podzielić na dwa główne nurty. Jeden z nich określa autonomię jako wolność ,,od”, np. wolność od wpływów innych osób, odrębność emocjonalną, niezależność w działaniu i myśleniu. Drugi z nurtów skupia się na autonomii jako wolności ,,do”: wolności do podejmowania decyzji, życia zgodnie z własnymi przekonaniami i możliwościami, umiejętności budowania bliskich relacji z jednoczesnym poszanowaniem granic swoich i drugiej osoby (Katra, 2007).

AUTONOMIA JAKO AUTODETERMINACJA
Podejście do autonomii, które wpisuje się w ten drugi nurt, proponują Ryan i Deci (2000) w cieszącej się coraz większą popularnością teorii autodeterminacji. Autonomia jako autodeterminacja jest rozpatrywana w dwóch wymiarach. Jednym z nich jest wymiar samoświadomości (awareness of self), a drugim – postrzeganie wyboru (perceived choice). Te dwa wymiary odzwierciedlają to, co autorzy teorii autodeterminacji podają jako rdzeń ich konstruktu: znajomość i akceptację siebie, swojego Ja (samoświadomość przejawia się w akceptacji swojego ciała, emocji, bycia taką, a nie inną osobą) oraz postrzeganie podejmowanych decyzji jako własnych, chcianych postanowień. Takie rozumienie autonomii odnosi się do procesów wolicjonalnych, poglądów i odczuć, a nie do konkretnych zdolności czy też umiejętności.

 Osoby charakteryzujące się wysokim poziomem autonomii, rozumianej jako autodeterminacja, to ludzie mający poczucie wolności wyboru, podejmujący działania i decyzje, które są w zgodzie z ich wewnętrznymi przekonaniami, celami. Cechują się oni wysoką autorefleksją i znajomością siebie. Są to więc osoby, które często kierują się w życiu motywami wewnętrznymi. Opisane powyżej cechy, takie jak samoświadomość czy też znajomość swojej woli i umiejętność kierowania się nią, są rezultatem prawidłowo przebiegających procesów rozwojowych oraz dojrzałości psychicznej. Jak pokazują badania, młodzież, która cechuje się wyższym poziomem autonomii, jest jednocześnie zdrowsza, bardziej zadowolona z życia i kreatywna (Sheldon, 1995). Poszukiwanie środowiskowych i osobowościowych przyczyn i cech warunkujących autonomię wydaje się więc ważnym zadaniem, zarówno ze względów teoretycznych, jak i psychologicznej praktyki pracy z dziećmi i młodzieżą.

Ryan i Deci podkreślają znaczenie wpływu czynników zewnętrznych, takich jak postawa opiekuna, nauczyciela czy też trenera, na poziom autonomii (Ryan, Deci, 2000; Beyers i in., 2007). Wpływ ten tłumaczy się faktem, że to właśnie opiekunowie i nauczyciele – jako pierwsze znaczące osoby w życiu dziecka – zaspokajają (lub nie) jego różne potrzeby, w tym trzy podstawowe potrzeby psychologiczne: więzi, kompetencji i autonomii, których rozbudzanie i wypełnianie przyczynia się do wzrostu autodeterminacji.
Teoria Ryana i Deciego w punkcie, w którym zaznacza istotność rodzicielskiego wpływu na rozwój psychiczny dziecka, wydaje się zgodna z innymi uznanymi teoriami psychologicznymi, jak chociażby z teorią przywiązania Bowlby’ego. Bowlby (2007) zaobserwował, że małe dzieci charakteryzujące się bezpiecznym przywiązaniem do rodzica chętniej samodzielnie angażują się w zachowania eksploracyjne, bawią się, są bardziej otwarte i ciekawe nowości. Podobną zależność zanotowali Armsden i Greenberga (1987) w stosunku do młodzieży – nastolatki zachowujące pozytywne relacje z rodzicami, bezpiecznie przywiązane do opiekunów, lepiej radzą sobie z wyzwaniami adolescencji, są bardziej ciekawe świata i samodzielne.

Czytaj więcej w:
PSYCHOLOGIA ROZWOJOWA, 2012 * tom 17, nr 3, s. 25–38

Moje dziecko mnie nie słucha, fragment książki: Mały buntownik?

Autor: Małgorzata Musiał
Fragment książki: Mały buntownik?
Krótki poradnik na trudne chwile
źródło: http://malybuntownik.dobrarelacja.pl/

 

Mówisz coś do niego, a ono Cię ignoruje. Udaje, że nie słyszy, choć wiesz doskonale, że to nieprawda. Potakuje, a następnie dalej robi swoje. Być może uznasz, że „testuje”. Nie przepadam za tym określeniem, bo sugeruje, że dziecko tylko czyha, by nas strącić z tronu, włożyć koronę i zacząć królować. Ewentualnie uznaje naszą władzę i sprawdza, na ile czujni jesteśmy w jej egzekwowaniu.

 

Zdecydowanie jest mi bliższe założenie, że dzieci chcą współpracować. I dopóki nie zagraża to ich autonomii, współpracują. Przerywają zabawę, by zasiąść do posiłku. Ubierają się, myją zęby, wychodzą z nami po zakupy. Przychodzą, kiedy je wołamy, oddają rzecz, o którą prosimy. Podają to, co wskażemy. A kiedy w którejś z tych sytuacji mówią NIE, spadamy z krzesła. Jak to – NIE?!

  

Potrzeby

Odkąd przychodzimy na świat, aż do końca naszych dni, doświadczamy w sobie działania dwóch silnych potrzeb:

  • Potrzeby autonomii, niezależności
  • Potrzeby przynależności do grupy

Nigdy nie udaje się osiągnąć idealnej równowagi, jednak staramy się – w miarę możliwości – zaspokajać obie te potrzeby.

Dzieci pod tym względem działają bardzo podobnie. Niestety, kult posłuszeństwa dzieci wobec rodziców bywa niszczący wobec potrzeby autonomii.

 

Niezależność

Prawda jest jednak taka, że w około 9 przypadkach na 10 (pomijając specyficzne okresy rozwojowe, w których NIE jest wszechobecne, aby np. dziecko mogło zrozumieć swoją odrębność od mamy), dzieci skłaniają się ku współpracy z rodzicami/opiekunami. Przyczyna jest prosta – są od nas zależne. Od nas zależy ich przetrwanie. Podporządkowują się, aby przeżyć.
Jednak do przeżycia w zdrowiu psychicznym potrzebna jest im niezależność.Dlatego, jeśli Twoje dziecko tupie nogą i krzyczy „NIE!”, nie ma raczej powodu do niepokoju.

 

Jak postępować w takiej sytuacji?

Przemyśl, czy to, co mówisz w danym momencie, jest dla Ciebie rzeczywiście ważne.Być może Twoje napomnienia, polecenia, wszystkie komunikaty kierowane do dziecka są tak jednostajne i nieustające, że przestało ono je słyszeć. Jeśli nie, uznaj, że dziecko ma jakiś ważny powód, aby nie słyszeć, co mówisz.

Jeśli nie jest to dla Ciebie sprawą ogromnej wagi, zapomnij o tym i z czystym sumieniem ciesz się, że właśnie uniknęłaś spięcia z własnym dzieckiem.

 

A jeżeli to co mówisz, jest ważne?

Złap kontakt wzrokowy z dzieckiem (jeśli to możliwe; bardzo nieprzyjemne jest  łapanie takiego kontaktu na siłę), upewnij się, że słyszało to, co powiedziałaś (unikaj zaczepnego „Powtórz – co powiedziałam?). Jeśli sprawa jest poważna, a dziecko Cię wciąż ignoruje (np. wybiega na ruchliwą jezdnię) Twoim zadaniem jest zapewnienie mu bezpieczeństwa. Określ jasno zasady: Teraz nie możesz biegać. Możesz iść obok mnie, po mojej lewej stronie. Albo będę musiała prowadzić Cię za rękę.

 

Jeżeli natomiast sprawa nie jest kwestią bezpieczeństwa, postaraj się porozumieć z dzieckiem. Powiedz mu, czego potrzebujesz, i zapytaj/zaproponuj, w jaki sposób ono mogłoby Tobie pomóc.

Czytaj dalej:
Pobierz eBooka (za darmo) na: malybuntownik.dobrarelacja.pl

Ustalanie granic, fragment książki: Twoje kompetentne dziecko. Dlaczego powinniśmy traktować dzieci poważniej?

Autor: Jesper Juul
Fragment książki: Twoje kompetentne dziecko. 
Dlaczego powinniśmy traktować dzieci poważniej?
źródło: https://virtualo.pl/
 

Twoje kompetentne dziecko. Dlaczego powinniśmy traktować dzieci poważniej? - Ebook (Książka PDF) do pobrania w formacie PDFW strukturze władzy konieczne jest zachowanie porządku, dlatego ustala się granice, które mają służyć kontrolowaniu fizycznej, mentalnej i emocjonalnej aktywności dzieci. Granice te – czyli to, co dzieci mogą i czego nie mogą robić oraz to, co powinny i czego nie powinny robić – narzucano zupełnie tak, jakby rodzina była jednostką nadzoru. W systemie tym dorośli twierdzili, że pewne ograniczenia są zdrowe i dobre dla dzieci – wiele osób to założenie akceptowało, choć nie istniały żadne dowody na jego poparcie. Pozwolę sobie rozwinąć nieco ten temat. Prawdą jest, że dzieci rozwijają się w sposób harmonijny i prawidłowy wtedy, gdy osoby dorosłe wyznaczają im pewne granice. Ale – jak to wyjaśnię później – ważne jest, by zarówno dzieci, jak i dorośli wyznaczali swoje w ł a s n e granice. Kwestia stawiania ograniczeń innym ludziom jest przede wszystkim przejawem chęci sprawowania władzy.

Ta kwestia pojawia się w sposób nieunikniony, gdy tylko rodzice zaczynają omawiać swą wizję wychowania dzieci. Zwykle sądzimy, że tylko nasze pokolenie ma trudności z ustanawianiem granic, że naszym rodzicom przychodziło to z większą łatwością. W rzeczywistości ustalanie granic zawsze było trudne. Rodzice zawsze prosili specjalistów o radę, jak sprawić, by dzieci „były posłuszne”. Zazwyczaj radzono rodzicom, by rozważali ustalenie granic w czterech kategoriach: jednomyślności, stanowczości, konsekwencji i sprawiedliwości. Przyjrzyjmy się teraz tym kategoriom.

 

Jednomyślność

Popularne powiedzenie mówi: w jedności siła. Takie właśnie rozumowanie kryje się za jedną z najważniejszych niegdyś zasad wychowawczych: rodzice powinni być zgodni co do tego, jak wychowywać dzieci. Spotkałem niezliczone pary, które poświęciły swe małżeństwo po to, by pozostać wiernym temu ideałowi, cierpiąc zarazem z powodu przytłaczającego poczucia winy, gdy im się to nie udało. Wierzyli − tak jak wielu innych rodziców − że dzieci czują się najbezpieczniej, gdy ich rodzice zgadzają się ze sobą, oraz że krzywdzą swoje dzieci, kiedy nie udaje im się dojść do porozumienia. Tolerowano pewną odmienność poglą- dów – ale tylko wtedy, gdy wyrażano ją, kiedy dzieci poszły już spać. W ich obecności bowiem nie miało prawa pojawić się nic poza bezwarunkową jednomyślnością. Jednak dogmat jednomyślności ma zastosowanie tylko wówczas, gdy obstajemy przy postrzeganiu rodziny jako jednostki politycznej. Kiedy osoby sprawujące władzę w rodzinie chcą narzucić jej swój porządek, zgoda jest dla nich korzystna, mogą bowiem wtedy jednym frontem stawić czoło swoim dzieciom. Rodzice sądzą też czasem, że brak zgodnego stanowiska pozwoli dzieciom nastawiać jednego z nich przeciwko drugiemu – wbijać klin w dowództwo rodziny. W praktyce jednak jest tak, że rodzice rzadko zgadzają się ze sobą. W wielu rodzinach zdarza się, że ojcowie wymierzają kary, a matki proszą o pobłażliwość. W takiej sytuacji matka nie jest nielojalnym żołnierzem, lecz raczej rodzinną sanitariuszką, która udziela pierwszej pomocy i opiekuje się rannymi. Jednak kobiety – nawet wtedy, gdy odgrywały taką rolę − nigdy nie kwestionowały konieczności ustalania granic ani nie próbowały rewidować ograniczeń, w których same żyły. Według mnie nie ma znaczenia, czy rodzice zgadzają się w kwestiach wychowawczych, czy nie. W zasadzie zgadzać muszą się tylko co do jednego: że różnica zdań jest dopuszczalna. Dzieci czują się niepewnie tylko wówczas, gdy ich rodzice postrzegają powstające między nimi różnice jako złe i niepożądane.

 

Stanowczość

Istnieje powszechne przekonanie, że aby utrzymać strukturę władzy w stanie nienaruszonym, trzeba być stanowczym. Wiąże się to ściśle z jednomyślnością. Kiedy członkowie rodziny wyrażają odmienne opinie, rozdźwięk jest postrzegany jako opozycja i prowadzi do konfliktów. Co dla dorosłych oznacza bycie stanowczym? Kiedy dzieci są nieposłuszne, dorośli muszą umieć powiedzieć jednomyślne: nie! Zdrową alternatywą dla tego siłowego rozwiązania jest otwarty, osobisty dialog, uwzględniający pragnienia, marzenia i potrzeby zarówno dzieci, jak i dorosłych. Tylko takie zachowanie oznacza dobrze pojęte przywództwo.

 

Konsekwencje

Przypuśćmy, że nawet po tym, jak rodzice przemówili jednym, stanowczym głosem, dzieci nadal są nieposłuszne. Co dalej? Bez względu na rodzaj konfliktu rodzice zwykle wybierają jedno z dwóch rozwiązań: uciekają się do przemocy fizycznej albo ograniczają osobistą wolność dziecka. Żadne z tych rozwiązań nie jest łatwe do wprowadzenia w życie. Większość z nas nie chce fizycznie skrzywdzić własnego dziecka ani z czystym sumieniem ograniczyć jego osobistą wolność.

 

Dlatego odwołujemy się do dobrze nam znanych usprawiedliwień:

• To dla twojego własnego dobra!

• Zrozumiesz, kiedy dorośniesz!

• Musisz nauczyć się przystosowywać!

• Mnie to boli bardziej niż ciebie!

• Jeśli nie posłuchasz, będę musiał wbić ci to do głowy!

 

Czego w rezultacie uczą się dzieci? Kiedy rodzic mówi: „To ja tutaj podejmuję decyzje!”, dzieci uczą się, że nie dysponują żadną wolnością osobistą. Kiedy słyszą: „Dzieci powinno być widać, a nie słychać!”, uczą się, że nie mają prawa do swobodnej wypowiedzi i same muszą cenzurować swoje słowa. Co ciekawe, po wymierzeniu kary wielu rodziców zaczyna martwić się naruszeniem swoich relacji z dzieckiem. Typowe jest, że wyrażają swoją obawę w postaci żądania: „A teraz uściskaj tatusia i zapomnijmy o tym”. Lub mniej bezpośrednio jako pytanie: „Będziemy znowu przyjaciółmi?”. Jak na ironię, dokładnie takie samo zdanie dorośli zwykle wypowiadają, zrywając ze sobą: „Czy nie moglibyśmy pozostać przyjaciółmi?”. Uczucie niezręczności i zwątpienia jest w tej sytuacji jak najbardziej uzasadnione. Żonglując konsekwencjami i karami, rodzice stopniowo niszczą swoje relacje z dziećmi. Zrzucają z siebie wszelką odpowiedzialność za zaistniały konflikt i odwracają sytuację tak, by dziecko stało się stroną winną. Ten sposób postępowania podkopuje nie tylko wiarę dziecka w rodziców, ale również jego poczucie własnej wartości.

 

Sprawiedliwość

Dla wielu rodziców lwią część procesu wychowania stanowi krytykowanie i poprawianie dzieci, kiedy zachowują się niewłaściwie. W takich sytuacjach dzieci muszą przyznać, że coś zrobiły źle lub pokazać, że odczuwają wyrzuty sumienia. Zgodnie z tym modelem rodzice są odpowiedzialni za to, by dziecko uzmysłowiło sobie, że faktycznie zawiniło. Dopiero po przyznaniu się do winy może zacząć zmieniać się na lepsze.

 

Taki sposób myślenia dał początek następującym dobrze znanym powiedzeniom:

• Wstydź się!

• Powinieneś się za siebie wstydzić!

• Nie wstyd ci za siebie?

 

W systemie wychowywania, w którym każdy konflikt pomiędzy rodzicami a dziećmi można wytłumaczyć brakiem lub porażką procesu wychowawczego, pojęcie sprawiedliwości wprowadzono jako wytyczną dla tych, którzy sprawują władzę. W praktyce pozwala ono dorosłym utwierdzić się w przekonaniu, że przed wymierzeniem kary dziecko rzeczywiście było winne. Dzięki temu rodzice nie koncentrują się na przemocy, którą stosują, lecz na niesprawiedliwości, jakiej by się dopuścili, gdyby ukarali dziecko, które w rzeczywistości było niewinne. Paradoksalną konsekwencją tak pojętej sprawiedliwości jest fakt, że dzieci protestują tylko w sytuacjach, kiedy zostają ukarane za coś, czego w rzeczywistości nie zrobiły. Bardziej ogólne – oraz głęboko niesprawiedliwe – poczucie „bycia tym złym” stało się normą. Stało się normalnym stanem umysłu dzieci wychowywanych w systemie, w którym krytycyzm rodziców uznawano za kamień węgielny edukacji i wychowania. Pojęcie sprawiedliwości grało rolę również w rodzinach, w których rodzice czynili ogromne wysiłki, by nie traktować swoich dzieci niejednakowo. Zgodnie z ich sposobem rozumowania dzieci – bez względu na to, jak bardzo się od siebie różnią – powinny dostawać wszystkiego po równo: te same prezenty, te same nagrody, te same kary i takie samo wychowanie. W rezultacie niektóre dzieci otrzymywały to, czego naprawdę potrzebowały, a inne nie – na zasadzie rzutu monetą, orzeł lub reszka. Rodzice jednak mogli spać spokojnie utwierdzeni w przekonaniu, że postępują „sprawiedliwie”. Opisany przeze mnie zestaw wartości wywodzący się ze staroświeckiej koncepcji natury dziecka jest nadal szeroko praktykowany w wielu zakątkach świata. Bez względu na to, co o nim sądzimy, musimy przyznać, że tradycyjne metody wychowawcze wykazują dużą skuteczność, a przynajmniej kiedyś tak było. Jednak cel takiego wychowania – ukształtowanie dzieci, które się dobrze zachowują – jest błędny. Jego kwintesencja to przestroga, którą notorycznie słyszeliśmy w okresie dorastania: Zachowuj się dobrze, tak żeby inni ludzie widzieli, że otrzymałeś odpowiednie wychowanie! Priorytety naszych rodziców opierały się na powierzchownych celach: utrzymywania dobrych stosunków z innymi, grzecznego zachowania się, dostosowania się, odpowiedniego odzywania się oraz mówienia „dziękuję”, „miło pana poznać” i „dziękuję za gościnę”. Nie oczekiwano, że dzieci b ę d ą s o b ą . Oczekiwano, że będą grać, dokładnie tak jak aktor w teatrze. I dokładnie tak jak aktorzy miały uczyć się swych ról. Teraz, wiele lat później, łatwo jest się mądrzyć, wiedząc o dzieciach dużo więcej, niż wiedzieli nasi rodzice. Musimy pamiętać, że ci rodzice, którzy nadal uparcie trwają przy wizji rodziny jako strukturze władzy, robią tak ze szczerego przekonania, że jest ona najlepsza dla ich dzieci i wcale nie uważają swego sposobu wychowania za przejaw władzy.

Bezpłatny fragment książki dostępny na stronie:
https://virtualo.pl/virtualo_download.php?product=84467&file=1&download=1&sample

  

Strategiczna Profilaktyka Systemowa

program
Fundacji Humanitas
dofinansowany z środków Rządowego Programu na lata 2014-16
w ramach zadania publicznego 
„Bezpieczna i przyjazna szkoła

 
Copyright © 2013. Akademia Rodzinna Humanitas Rights Reserved.


Facebook skype